Zakręcona...

8 lut 2012

Daleko, jak najdalej...

Najwyższy czas, aby oderwać się nieco od TEJ rzeczywistości i przenieść w jakieś lepsze miejsce... Wyjeżdżam!! :D

Tydzień w Zakopanem spędzony w doborowym towarzystwie. Spanie do późna, spacery na Krupówkach, bieluchny śnieg  i (mam nadzieję) słoneczko w ciągu dnia.

W tym momencie niczego więcej nie potrzebuję. Wyjechać żeby odpocząć nieco od rodziców, nawet znajomych. To niesamowite uczucie, gdy całkowicie zmienia się otoczenie i ma możliwość oderwania od codziennych trosk i problemów.

Choc przyznam, że ostatnimi czasy wszystko w moim życiu układa się jak najlepiej. Nowa wspaniała znajomość, zaliczona sesja, odzyskałam przyjaciółkę i mogę wyjechać, aby odpocząć.
Czyżby po dłuższym czasie porażek, nareszcie los się odwrócił?
Chyba tak :)

Do usłyszenia po powrocie ! :D


5 lut 2012

Tylko udawałam...

Ojej, ojej... po głowie chodzi mi dość dziwny temat; co właściwie nie jest aż tak zaskakujące, jeśli sią zauważy, jak spaczona jest moja psychika :P

Zaczęłam się dzisiaj zastanawiać nad tym DLACZEGO kobiety udają orgazmy ? ? ? ? ?
Wiadomo, u panów kwestie tego typu nie istnieją. Szczytowanie albo jest, albo go nie i nie ma jakiejkolwiek mozliwości na inny scenariusz. W końcu, jak mężczyzna mógłby udać orgazm?
Kobiety natomiast mają łatwiej. Nie dość, że bez problemu mogą ukryć swoje podniecenie, to równie łatwo są w stanie udać orgazm. Jednakże dlaczego to robią?

Mam dwie hipotezy.

Po pierwsze, wydaje mi się, że w większości przypadków udawany orgazm jest podczas stosunku z mężczyzną kochanym albo przynajmiej lubianym. Jak już kiedyś w poście wspomniałam, seks jest dla niektórych tylko przyjemnością, nie tylko wyznaniem wielkiem miłości.  Gdy kobieta idzie do łóżka ze swoim stałym partnerem, a jednak tego dnia nie wszystko idzie tak, jak powinno... udaje. Samego podniecenia udać nie można, ale orgazm- bez problemu. Wydaje mi się, że w tym wypadku jest to jedynie sposób na uchronienie ego partnera przed zderzeniem się z twardym brukiem. Jak musi się czuć mężczyzna, któremu nie udało się doprowadzić swojej kobiety do szczytowania? Na pewno nie skacze z radości; raczej zaczyna czuć się nieudolny, jakby ją zawiódł (oczywiście, to tylko kobieca opinia... mogę się mylić). Po co w takim razie narażać go na chandrę? Jeden, czy dwa udawane orgazmy nic nie zmienią... a obie strony są z tego powodu zadowolone.

Oczywiście, każdy kij ma dwa końce. Jeżeli takie sytuacje są permamentne, robi się nieciekawie. Przyznajmy to szczerze, każdy w jakimś stopniu lubi seks... nie dość, że jest on sporą przyjemnością, to jeszcze w jakiś sposób pomaga rozładować napięcia wywołane codziennymi stresami. Niespełniona osoba, jedynie kumuluje w sobie cały stres i naprężenie. Sprawianie przyjemności drugiej osobie, często niesie ze sobą satysfakcję i dla nas, ale każdy chciałby też czasem oddac stery i pozwolić komuś na sprawienie nam przyjemności. Tak, więc... gdy kobieta nie jest odpowiednio sytmulowana przez swojego faceta, w końcu zacznie wyładowywać na nim swoją frustracje w kłótniach, albo...  poszuka tej stymulacji gdzie indziej...

A druga hipoteza? Nie jest łatwo doprowadzić kobietę do orgazmu. Czasem się uda, czasem nie... loteria normalnie :P ale może, gdy kobieta zaczyna udawać orgazm, jakoś  stymuluje... przekonuje swoje ciało, że jednak odczuwa swego rodzaju przyjemność... taka autosugestia. Możliwe, że wtedy rzeczywiście udawany orgazm, zaczyna przeradzać się w coś prawdziwego.

Jak ja lubię rozpatrywać kwestie tego typu... są to tak naprawde pytania, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Może dlatego są takie ciekawe :D